Pies nie jest tylko symbolem szczęścia

Hello, hello! Pamięta mnie jeszcze ktoś? Nie było mnie trochę, przyznam się szczerze, że zaniedbałam blogowanie. Ale postanowiłam wrócić i za datę swojego  come backu wybrałam pierwsze dni nowego roku PSA! Co więcej to właśnie temu stworzeniu postanowiłam poświęcić pierwszy wpis.

Psy kojarzą nam się z lojalnością i przywiązaniem. Mówi się, że są najlepszymi przyjaciółmi człowieka. W krajach azjatyckich ich znaczenie jest jednak o wiele szersze i przejawie się w każdej sferze życia: sztuce, kulturze, religijności, dawnych wierzeniach, a także współcześnie.

Kiedyś wypociłam w ramach blogu wpis poświęcony w całości chińskim lwom Fo, których ikonografia jest jednak bardziej psia niż lwia (jeśli interesuje Was dlaczego – zajrzyjcie tutaj). Fo kojarzone są obecnie głównie z takimi przymiotami jak szczęście, przyjaźń i miłość. W przeszłości jednak pełniły niesamowicie ważną funkcję strażniczą a ich posągi ustawiano przy najważniejszych budynkach administracyjnych i religijnych. Teraz, zredukowane do formy małych posążków, są obowiązkowym elementem wyposażenia domu, który ma przynosić szczęście. Można je kupić na każdym kroku i moim zdaniem osiągnęły w Chinach równie wielką popularność co maneki-neko (kot szczęścia) w Japonii.

Lew Fo | Źródło: kevinpoh via Foter.com / CC BY

I choć w Kraju Kwitnącej Wiśni psy nie stały się symbolem szczęścia, to ich obecność dość mocno zaznaczyła się w japońskiej popkulturze. Chyba każdy zna opowieść o Hachikō – psu, który czekał w tym samym miejscu nieprzerwanie prawie 10 lat na przybycie swojego pana przy tokijskiej stacji w dzielnicy Shibuya. W ramach uznania jego niezwykłej lojalności i miłości do pana Japończycy postawili psu pomnik, który obecnie jest jednym z obowiązkowych punktów dla każdego zwiedzającego Japonię, a dla samych jej mieszkańców idealnym punktem orientacyjnym do miejsc spotkań.

Posąg Hachiko w dzielnicy Shibuya
Źródło: Terrazzo on Foter.com / CC BY

Hachikō nie jest jednak jedynym przykładem japońskiej fascynacji psami. Ich postać głęboko tkwi w demonologii tego kraju. Inugami były psimi duszami, które pełniły głównie funkcje strażnicze, choć czasem zdarzało się im opętywać ludzi, za którymi podążali. Przedstawiano je we dwojaki sposób. Na co dzień, wśród ludzi występowały one pod postacią zwykłego, czworonożnego psa. Ich prawdziwą formą była jednak zmumifikowana psia głowa, często ubrana w ceremonialne szaty. Straszne? Nie bardziej niż zam proces powstawania inugami. Według jednej z wersji psa należało uwiązać ciasno na smyczy i postawić w zasięgu jego wzroku miskę z jedzeniem, uważając przy tym, aby była ona wystarczająco daleko i pies jej nie dotknął. Po pewnym czasie głodny pies zaczynał się wyrywać, a zaciśnięta obroża odrywała jego głowę od reszty ciała. Brrrrr. Nie dziwię się, że po czymś takim zostawał duchem.

Przedstawienie Inugami zawarte w Hyakkai Zukan (Ilustrowanej Księdze Stu Demonów)
Źródło: Wikimedia Commons

Jeszcze częściej niż w japońskich wierzeniach psy pojawiały się w mitologii hinduistycznej. Można by było wspomnieć chociażby o Wedach, w których psy często towarzyszyły bóstwom. Bhajrawa, formie Śiwy uosabiającej śmierć i upływ czasu towarzyszyły pies i wąż. To negatywne ukazywanie psa dla nas niewątpliwie pewna nowością. Na szczęście jedyną. Pozostałe wspominki o psach są już cieplejsze i bardziej pozytywne. Przytoczyć tu można chociażby niebieskiego psa, w którego miał się przemienić księżyc w pieśni Atharva-veda. Pies towarzyszył także Indrze, bogowi burzy i deszczu. Sarama, bo tak nazywała się suka, zajmowała się wyszukiwaniem i pilnowaniem krów, które bóg uwalniał z niewoli. Miała ona dwóch synów – Śabalę („cętkowany”) i Śjamę („czarny”), którzy jako podopieczni boga śmierci, Jamy, towarzyszyli zmarłym w drodze w zaświaty ( w tym przypadku towarzyszenie bogu śmierci było już postrzegane pozytywnie).

Trzy kraje, trzy różne sposoby postrzegania postaci psa. Szczęście, miłość, lojalność, pomyślność, boskie konotacje. Wychodzi na to, że to wszystko osiągniemy posiadając psa. A przynajmniej ja tak wierzę. I dla tego pochwalę się Wam moim pieskiem 😀

Ma na imię Robi <3 | fot. Magdalena Gach

Macie psy? I czy zgadzacie się, że są one swoistą kwintesencją Waszego szczęścia? Zapraszam do komentowania.

Agnieszka Gach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *